Tytuł: Jedyna
Tytuł oryginału: The One
Autor: Kiera Cass
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Jaguar
America Singer wiele poświęciła, aby znaleźć się w ścisłym kręgu Eliminacji. Dla niepewnej przyszłości u boku księcia Maxona zostawiła za sobą miłość, rodzinę, dom i poczucie bezpieczeństwa. Teraz w grze pozostają tylko 4 kandydatki. Mimo, że dziewczyna nigdy nie marzyła o życiu w pałacu i zostaniu księżniczką, to wszystko jest teraz na wyciągnięcie jej ręki. Iście świetlana przyszłość stoi przed nią otworem, musi jedynie potwierdzić, że to właśnie z Maxonem chce ona spędzić resztę życia. Nie jest to jednak takie łatwe. Ami nadal rozpamiętuje swoją przeszłość, a obecność w pałacu Aspena wcale nie pomaga w podjęciu decyzji. Tymczasem ataki rebeliantów przybierają na sile. Jaką decyzję podejmie dziewczyna?
Moja znajomość z trylogią "Selekcja" od Kiery Cass miała, jakby to powiedzieć... dość burzliwą przeszłość. Najpierw zachwyty i wychwalanie pod niebiosa pierwszego tomu, a później wielkie rozczarowanie i dość bolesny upadek na ziemię w postaci jego kontynuacji. Naprawdę nie spodziewałam się, że dwie części tej samej serii mogą okazać się od siebie tak różne. Tak jak "Rywalki" wciągnęły mnie i zauroczyły do tego stopnia, że przeczytałam je praktycznie w jedno popołudnie, tak "Elity" miałam czasami serdecznie dość. Kiedy więc pojawiła się możliwość sięgnięcia po ostatni tom trylogii, trochę się zawahałam. Co tu dużo mówić. Po prostu bałam się sięgnąć po tę książkę. Naprawdę wystarczyły mi wszystkie rozczarowania, które przeżyłam do tej pory, aby wiedzieć, że nie potrzebuję ich więcej. Czy "Jedynej" udało się spełnić moje oczekiwania?
Już po kilku stronach w oczy rzucił mi się jak zwykle lekki i przyjemny styl autorki. Przez wydarzenia przechodziło się naprawdę płynnie i szybko, co trochę mnie zaskoczyło, bo po moich doświadczeniach z poprzednią częścią myślałam, że znowu przyjdzie mi wyśmiewać absurdalne sytuacje, które wyszły spod pióra Kiery Cass. Tutaj muszę przyznać, wszystko miało nawet jako taki sens, a akcja a w żadnym razie nie nużyła. Na jakieś spektakularne zaskoczenia nie miała co liczyć, bo nawet mało rozgarnięty sześciolatek po spojrzeniu na okładkę domyśli się jakie zakończenie zgotowała autorka dla swoich bohaterów, ale o wiele bardziej ciekawią wcześniejsze wydarzenia i cała otoczka, która doprowadziła mnie aż do finału. Podobały mi się nawiązania do polityki wewnętrznej i zagranicznej kraju, a także jego historia i cieszę się, że Pani Cass w końcu poszła po rozum do głowy i zauważyła, że jej czytelników także to interesuje. W tej części możemy dowiedzieć się nieco więcej na temat rebelii, jej powodów i uczestników, no i w końcu opuścić mury zamku i pozwiedzać trochę krainę, o której aż do pojawienia się "Jedynej" wiedzieliśmy absurdalnie mało.
Niestety jeśli chodzi o kreację bohaterów, to nie poprawiło się zbyt wiele. Z Maxona nie dało się zrobić większych ciepłych kluch. Po prostu o tak zepsutym bohaterze już dawno nie słyszałam! Włóczy się to takie po zamku, nie robi kompletnie nic, a podjęcie decyzji w związku z Eliminacjami zostawia ich uczestniczkom. No proszę Was! Skoro już ściągnięcie do pałacu trzech tuzinów dziewczyn zostawił swojej świcie, to niech chociaż sam wybierze jedną z nich. No chyba, że służyły mu one tylko do zabicia nudy - wtedy się nie czepiam. O jak zwykle bezpłciowym Aspenie nie będę się nawet wypowiadać, bo szkoda słów. Za to America zmieniła się trochę w tej części. Nie była już taka niezdecydowana, rzadziej zalewała się łzami i w ogóle była jakaś taka żywsza. To na nią spadła odpowiedzialność pociągnięcia do końca całej książki, ale muszę przyznać, że wybroniła się swoim odważnym, czasem wręcz prowokacyjnym zachowaniem i zdolnością logicznego myślenia.
Sięgnęłam po tę książkę, aby móc w końcu poczuć satysfakcję ze skończenia jakiejś serii, ale po ogłoszeniu premiery czwartego tomu, nawet to mi odebrano. Trzecia część "Selekcji" była zauważalnie lepsza od swojej poprzedniczki, jednak do sukcesu "Rywalek" raczej nie uda się już autorce powrócić. Tak jak dwie poprzednie książki "Jedyna" skupia się na romansie i bezsensownym moim zdaniem trójkącie miłosnym głównych bohaterów, a z tego naprawdę niewiele da się wykrzesać. Autorka próbowała w jakiś sposób pogłębić akcję, wprowadzić jakieś dworskie zawiłości i knowania, ale prócz niezłego wątku z rebeliantami i śmierci kilku bohaterów nie udało jej się prawie nic. Chyba jej największą zaletą jest po prostu pomysł, ta cała bajkowa otoczka, która odróżnia "Selekcję" od innych książek o tej tematyce. Mimo to jestem ciekawa czwartego tomu. Może nowi bohaterowie zdołają jakimś cudem uratować tę serię i sprawić, że nie będę postrzegała jej jedynie za jednowieczorowe odmóżdżacze.
Moja ocena: 6/10
Ps. Jak widać, na blogu trochę się pozmieniało. Piszcie w komentarzach jak Wam się podoba ;)
Piosenka na dziś już w takim okołoświątecznym klimacie :)
Całusy :*
Ola