Tytuł: Niezbędnik obserwatorów gwiazd
Tytuł oryginału: Boy 21
Autor: Matthew Quick
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Książkami Matthew Quicka interesowałam się od dawna. Już nawet nie pamiętam kiedy "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" trafił na moją listę must have, jednak do tej pory jakoś nie było mi z nim po drodze. Oczywiście, nadal bardzo chciałam go przeczytać, ale zawsze znajdowały się inne książki bardziej według mnie warte wtedy zakupu. Ostatecznie największą motywacją okazała się premiera kolejnych dwóch młodzieżowych powieści Quicka w cudownych, pastelowych i oczywiście idealnie pasujących do siebie okładkach. Pięknej prezencji na półce nie można im odmówić, jednak co z treścią? Byłam niezmiernie ciekawa skąd wzięła się ta fala pozytywnych opinii na temat zarówno "Prawie jak gwiazda rocka", jak i "Wybacz mi, Leonardzie", jednak przy moim pierwszym spotkaniu z tym autorem postanowiłam pójść po linii najmniejszego oporu i sięgnąć po coś, co choć trochę znam i mam niemalże 100% pewność, że się nie zawiodę. Mój wybór padł więc na osławiony "Niezbędnik obserwatorów gwiazd". Czy sprostał on moim oczekiwaniom?
Finley McManus nie mówi zbyt wiele. Nie ma zresztą powodu. Jego największą, a za razem jedyną pasją jest koszykówka, a do grania w nią, jakby na to nie patrzeń, nie potrzebny jest aparat mowy. Jego miasteczko od lat rządzone jest przez irlandzką mafię i chociaż nikt nie mówi o tym głośno, marne są szansę na to, aby sytuacja kiedykolwiek uległa zmianie. To właśnie dlatego największym marzeniem Finleya jest wyrwanie się z tej nieciekawej okolicy wraz ze swoją dziewczyną Erin, która podziela jego koszykarskie zamiłowania. Razem zaczynają ostatnią klasę liceum. Tylko rok dzieli ich od stypendium i upragnionego wyjazdu. Kiedy jednak trener Finleya ma do niego nietypową prośbę, z góry wiadomo, że ten rok nie będzie taki zwykły.
"A może jednak nauczyłem się dzięki koszykówce czegoś o życiu: obchodzisz innych ludzi tylko wtedy, gdy możesz pomóc im wygrać. Jeśli nie możesz tego zrobić, przestajesz się liczyć."
Zaraz po otwarciu książki i przeczytaniu kilku pierwszych zdań miałam przeczucie, że będzie ona wyjątkowa i coś zmieni w moim życiu. Na początek słowem wstępu poznajemy fragment z przeszłości głównego bohatera, kiedy ten rzucając do kosza poznaje Erin - swoją najlepszą przyjaciółkę, a później także wielką miłość. Większości może wydawać się to idealnym wstępem do przesłodzonego love story, jednak nie tędy droga. Finley zabiera nas w podróż do Bellmont - miasta zamkniętego w szponach irlandzkiej mafii, głuchego na świat, bez żadnych perspektyw dla osób takich jak on i Erin, gdzie ludzie boją się szepnąć słówko o tym, że jest im źle, choć z trudem wiążą koniec z końcem. Autor umiejętnie wprowadza czytelnika do swojego świata, przedstawiając kolejne wydarzenia i nie pozostawiając złudzeń, że "Niezbędnik" zdecydowanie nie będzie powieścią z gatunku "przeczytać i zapomnieć", tylko czymś o wiele więcej.
Styl pisania, jak i tematyka tej książki mogą na pierwszy rzut oka przypominać to czym operuje chociażby John Green. W rzeczywistości jednak obaj autorzy bardzo różnią się od siebie. W książce Quicka nie uświadczymy tak charakterystycznego dla Greena czarnego humoru i sarkazmu, a raczej czegoś bardziej stonowanego, wyważonego. Jest ona przepełniona poważniejszym nastrojem, nawet nostalgicznym i skłaniającym do refleksji. Podczas czytania miałam wrażenie jakbym miała do czynienia z bardziej dojrzałą, doroślejszą wersją książek mojego ulubionego autora. "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" porusza bardzo różnorodną tematykę. Mamy tu do czynienia z problemem rasizmu, dążenia do sukcesu, a także osiągania go z pomocą ciężkiej pracy i determinacji. Finley był jedynym "białym" w swojej drużynie, dlatego mógł liczyć na nietolerancję ze strony kolegów, jednak swoją pasją i wysiłkiem zapracował na ich szacunek i sympatię.
"Zawsze mogę spojrzeć w kosmos i się zachwycić, bez względu na to, co się dzieje. A gdy spoglądam w górę, moje problemy robią się takie małe. Nie wiem czemu, ale zawsze czuję się wtedy lepiej."
Czytając tę książkę nie doświadczymy wielkiego szoku, ani zwrotów akcji wbijających w fotel, ale chyba pierwszy raz w życiu tak naprawdę mi to nie przeszkadzało. Akcja toczy się powoli, w swoim tempie zapoznając czytelnika z kolejnymi faktami i coraz bardziej rozbudowując wątki. Autor poświęcił więcej czasu na dokładniejsze wykreowanie i przedstawienie złożonego charakteru bohaterów, co w tej historii było niezwykle istotne. Finley okazał się naprawdę wspaniałym narratorem. Wydawałoby się, że chłopak, który na co dzień prawie w ogóle się nie odzywa, nie potrafi opowiedzieć nawet własnej historii, jednak głębia i trafność jego przemyśleń, a także liczne nawiązania do koszykówki sprawiły, że książka stawała się jeszcze ciekawsza. Matthew Quick wykreował bohaterów z krwi i kości, który mają swoje troski, nie zawsze są zdecydowani, miewają chwile zwątpienia i nie zawsze dla wszystkich są dobrzy i życzliwi, ale tak naprawdę kto w dzisiejszych czasach jest? Na osobną wzmiankę zasługuje Russ - chłopak, którego Finley obiecał wziąć pod swoje skrzydła. Wschodząca gwiazda koszykówki, najbardziej prestiżowe wyższe uczelnie płaszczą się u jego stóp, prosta droga do kariery w NBA, a tu nagle ogromna tragedia sprawia, że Russ łamie się i zamyka w sobie. To właśnie sposób radzenia sobie z traumą przeszłosci, jego fascnacja kosmosem, niesamowita złożoność charakteru, prostolinijność, otwartość, sprawiły, że "Numer 21" jak każe siebie nazywać, jest postacią niezwykle ciekawą i rozbudowaną.
"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" jest książką, którą zapamiętam na długo. Przepełniona emocjami, reflakcjami, kosmosem, głębokim przesłaniem, koszykówką i bohaterami z krwi i kości. Myślę, że różnorodność tematów jakie porusza, czyni ją powieścią uniwersalną, odpowiednią zarówno dla młodych, jak i starszych czytelników. Zabrakło mi w niej jedynie jakiegoś bardziej zjawiskowego zakończenia, czegoś co wgniotłoby mnie w fotel i nie pozwalało o sobie zapomnieć. Mimo wszystko biorąc pod uwagę klimat w jakim utrzymana była cała powieść, czyli o wiele spokojniejszy i bardziej refleksyjny od np. książek Greena, cieszę się, że zakończenie także wpasowało się do tego kanonu i nie było wybuchowe i wyrwane z kontekstu. Teraz po przeczytaniu czuję jedynie lekki niedosyt, co oznacza, że po kolejne książki pana Quicka warto sięgnąć jak najszybciej. Życie w szklanej kuli zależności i niebezpieczeństw, z jakimi na każdym kroku spotykali się mieszkańcy Bellmont nie było łatwe. Historia Finley'a, Russa i Erin udowadnia, że nawet w obliczu przegranej możemy poczuć się jak zwycięzcy, że warto walczyć o swoje marzenia i dążyć do nich za wszelką cenę, jednak nie kosztem przyjaźni, miłości i rodziny. Gorąco polecam!
"- Właśnie dostałem bilet do Hogwartu.- Co?- Być może pojadę pociągiem w magiczne miejsce, które jest dużo lepsze niż to. Nie mów mugolom, okej? Ale chcę, żebyś wiedział, że dam sobie radę."
Moja ocena: 8/10
Całusy :*
Ola