Tytuł: Elita
Tytuł oryginału: The Elite
Autor: Kiera Cass
Ilość stron: 328
Wydawnictwo: Jaguar
34 dziewczyny przybyły do królewskiego pałacu z nadzieją. Nadzieją na nowe życie, lepszą przyszłość, poślubienie księcia i zostanie jego księżniczką. Tylko 1 po to, aby pomóc swojej rodzinie, sprostać jej oczekiwaniom i pod nieskrywanym przymusem. Tą wyjątkową jest America Singer - piątka, pochodząca z kasty artystów. Wzięcie udziału w Eliminacjach kosztowało ją wiele wyrzeczeń. Musiała opuścić rodziców, rodzeństwo i ukochanego, ale zostało jej to wynagrodzone, bo to właśnie w niej książę Maxon zakochał się z wzajemnością. Wydawałoby się, że ostateczna decyzja wisi w powietrzu i jest tylko kwestią czasu. Jednak Maxon niespodziewanie zaczyna zachowywać się dziwnie, oddalać od Ami. Tymczasem myśli dziewczyny zaprząta Aspen - jej pierwsza miłość, który przybył do pałacu pełnić rolę gwardzisty, a którego ona jak się okazuje - nadal kocha. Było ich 35. Teraz zostało tylko 6. Rywalizacja trwa. Kto zostanie żoną księcia?
Kiedy w ubiegłym miesiącu mogłam sięgnąć po "Rywalki" Kiery Cass, byłam przeszczęśliwa. Cieszyłam się, że w końcu dane mi będzie poznać tę niesamowitą historię z księżniczkami w roli głównej, na której punkcie dosłownie cały świat zwariował jakiś czas temu. Sama książka nie była pozbawiona wad i na pewno nie można nazwać jej jakimś wybitnym dziełem, ale oryginalność, bohaterowie i niezaprzeczalny urok sprawiły, że zakochałam się w niej i czym prędzej zapragnęłam przeczytać kontynuację. A tutaj niestety tych zachwytów i fajerwerków z pierwszej części powtórzyć nie mogę, bo "Elita" jest nie tyle gorsza od swojej poprzedniczki, co po prostu słaba.
Bohaterowie, których tak polubiłam w pierwszym tomie nagle ulegli diametralnym zmianom. Stali się płascy, papierowi i bez wyrazu. Tę odważną, aczkolwiek trochę porywczą młodą kobietę, z ciętym języczkiem i specyficznym poczuciem humoru, jaką niewątpliwie była Ami, nagle zastąpiła słaba i niezdecydowana nastolatka z problemami. Właśnie - niezdecydowana. Bo praktycznie cała akcja tej książki skupia się kolejno na jej wątpliwościach, złych wyborach i obrażaniu się na cały świat, kiedy coś nie poszło po jej myśli. Irytowała mnie ta dziewczyna okropnie i mam nadzieję, że autorka coś z nią w końcu zrobi, bo nie wiem, czy zdzierżę kolejną książkę z nią w roli głównej. Nasza książkowa dawka testosteronu także się nie popisała. Maxon, który ze względu na pierwszą część miał u mnie (Wieeelką) taryfę ulgową, zadziwił mnie. I bynajmniej nie z pozytywnym skutkiem. Jego zachowanie było dziecinne, głupie, irracjonalne, niezrozumiałe i w dużym stopniu przyczyniło się do tego, że sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej. Także pan "i co z tego, że z tobą zerwałem i teraz jesteś z innym, skoro cię kocham" Aspen się nie popisał. Przypominał mi trochę Gale'a z "Igrzysk śmierci", a to już od razu mówi mi, że się nie polubimy. Jeśli zaś chodzi o resztę postaci, chociażby inne uczestniczki eliminacji, to były one po prostu papierowe. I nic więcej chyba nie trzeba dodawać.
To prawda. W "Elicie" pod względem wydarzeń, ilości wątków itp. dzieje się więcej. Ale co z tego, skoro nie jest to tak dopracowane, jak w pierwszej części? Akcji jest dużo, wszystko dzieje się szybko, i fajnie, ale wydaje mi się, że nie tylko na tym polega pisanie. Prosty (czasami aż za bardzo) i lekki styl autorki sprawiają, że przez książkę przelatuje się jak burza, chociaż nie ukrywam, miałam z nią pewne problemy. Czasem niektóre wydarzenia lub zachowania bohaterów były tak absurdalne i głupie, że miałam ochotę najpierw się roześmiać, a później rzucić książką o ścianę, a jedynym sposobem na uniknięcie tego było po prostu jej odłożenie i pozbycie się negatywnych emocji. Cieszę się, że mimo wszystko autorce udało się zachować to co najlepsze w tej serii, czyli jej nierzeczywistość i bajkowość. Jest to jej ogromna zaleta i cieszę się, że nie została całkowicie zepchnięta na dalszy plan. Podobały mi się także wstawki odnoszące się do historii kraju, jego mieszkańców i tradycji oraz jego polityki zagranicznej i wewnętrznej.
Jeśli chodzi o zakończenie to... szkoda mi słów. Było po prostu tragiczne. Chociaż nie. Sam pomysł i rozegranie tego wszystkiego, zdecydowanie na plus, ale to co dzieje się w książce po kulminacyjnym momencie akcji, kiedy emocje już spadają po prostu zasługuje na jakieś specjalne wyróżnienie, albo miejsce w poradniku "Jak nie pisać". Zabrakło w tym zakończeniu dosłownie wszystkiego - płynności, realizmu, uczuć i przede wszystkim polotu. Jakiegoś punktu zaczepienia, który wywołałby we mnie na tyle skrajne emocje, że z niecierpliwością czekałabym na trzeci tom. Tutaj tego wszystkiego nie było, co zaowocowało tym, że samo zakończenie przeszło praktycznie bez szumu. Jestem pewna, że gdyby nie wydarzenia mające miejsce kilka godzin wcześniej, w ogóle nie obeszłoby mnie co dalej dzieje się z bohaterami. No, cóż, bywa i tak :/
Kontynuacja "Rywalek" w ogóle mi się nie spodobała. Ale tak to już jest z tymi osławionymi "kontynuacjami", że często nawet w połowie nie dorównują swoim poprzedniczkom. Co prawda zamierzam sięgnąć po "Jedyną", bo jest to już ostatni tom trylogii i wypadałoby poznać zakończenie (chociaż i tak wszyscy wiemy jakie ono będzie). "Elita" to po prostu książka o wątpliwościach i rozterkach głównej bohaterki, bez jakiegokolwiek sensu, czy przesłania, z zakończeniem wołającym o pomstę do nieba i resztą bohaterów zachowujących się tak, że jest to jedynie godne pożałowania. Już nawet nie chcę wspominać o braku płynności w akcji, infantylności, przewidywalności i wszystkim tym innym, bo nie dość, że jeszcze bardziej pogrążę całkiem dobrze zapowiadającą się serię, to przy okazji także siebie. Naprawdę nie wiem co stało się z autorką i tym wszystkim co tak bardzo ceniłam w "Rywalkach", bo tego po prostu nie ma. Puf! Zniknęło i obawiam się, że nie ma zaklęcia, aby przywrócić to z powrotem.
Moja ocena: 3/10
Pozdrawiam Was serdecznie :*
Ola