niedziela, 12 października 2014

Od zera do bohatera...







Tytuł: Posłaniec
Tytuł oryginału: The Messenger
Autor: Markus Zusak
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia







"Wolę gonić za słońcem, niż na nie czekać."

Ed Kennedy to przeciętny taksówkarz, bez ambicji, bez marzeń i bez przyszłości. Całe dnie spędza w pracy, wieczorami gra w karty ze znajomymi i dzieli się kawą ze swoim psem, jednocześnie skrycie kochając swoją przyjaciółkę Audrey. Jego życie jest nudne, a każdy kolejny dzień łudząco przypomina te wcześniejsze. Do czasu. Kiedy Ed zupełnie przypadkiem udaremnia napad na bank, stając się bohaterem i trafiając na pierwsze strony gazet, jego życie diametralnie się zmienia. Właśnie wtedy do jego domu zaczynają przychodzić tajemnicze wiadomości, a właściwie karty z adresami, tytułami i wskazówkami. Tylko co one oznaczają? I kto stoi za ich wysyłaniem? Żeby się tego dowiedzieć Ed staje się Posłańcem. A wtedy jego życie zmienia się na dobre.

"Złodziejka książek" Markusa Zusaka to książka, której nie sposób nie pokochać. Trochę baśniowa, trochę zabawna, ale także niesamowicie prawdziwa i głęboka, niesie za sobą przesłanie, które kompletnie zmieniło moje spojrzenie na czas II wojny światowej, przedstawiając ją w zupełnie innym świetle. Kiedy ujrzałam na bibliotecznej półce "Posłańca" tego samego autora, spodziewałam się czegoś zupełnie innego od "Złodziejki", za to równie dobrego. Nie sztuką jest pisać cały czas o tych samych bohaterach, nie tworząc nic nowego, w kółko tylko dopisując kolejne akapity tej samej historii. Sztuką jest tworzyć historie równie ciepłe, głębokie, emocjonujące i poruszające, ale jednocześnie traktujące zupełnie o czym innym, poruszające różne tematy. Właśnie dzięki temu możemy doświadczyć skali talentu, jakim dany autor dysponuje. A po przeczytaniu "Posłańca" widzę, że Markus Zusak ma go całkiem sporo.


"A jeżeli facet taki jak ty potrafi się podnieść i zrobić to, co ty zrobiłeś dla tych ludzi, to może każdy będzie w stanie. Może każdy zdoła się wznieść ponad swoje ograniczenia."


Prawdę mówiąc, kiedy sięgałam po "Posłańca" nie wiedziałam do końca, co zastanę w środku. Opis z tyłu okładki bardzo mnie zaintrygował, a pierwsza scena, w której główny bohater w porywie "bohaterstwa" (a może raczej kompletnego zamroczenia i głupoty) ratuje ludzi przed napadem na bank, utwierdziła mnie w przekonaniu, że z tą książką nie będę się nudzić. Markus Zusak swoim lekkim stylem, doskonałym wyczuciem chwili i ironicznym poczuciem humoru w mgnieniu oka wciągnął mnie w tę z pozoru zwykłą i przeciętną historię. Właśnie "z pozoru", bo jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach, a one kolejno w coraz większej ilości ujawniane przez autora tylko dodawały tej książce smaczku i sprawiały, że stawała się ona coraz bardziej niezwykła. Świat przedmieści zwykłego amerykańskiego miasta, w którym wszystko rządzi się swoimi prawami, a ludzie często mają prawdziwe problemy i troski, pochłonął mnie bez reszty i za grosz nie chciałam go opuszczać.

Na samym początku miałam spore wątpliwości co do kreacji bohaterów przez pana Zusaka. Były one po prostu nudne i nie wyróżniały się z tłumu niczym szczególnym. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że właśnie takie miały być - zwykli ludzie, bez dodatków i sztucznych barwników, uosobienie przeciętności. Dzięki temu zabiegowi jeszcze wyraźniej podkreślone zostały zmiany jakie z biegiem stron w nich zachodziły. Najbardziej widoczne było to chyba w osobie głównego bohatera, który z każdą nowo poznaną osobą, dobrze wykonanym zdaniem, ukończonym Asem, przeistaczał się ze zwykłego taksówkarza w mądrego młodego człowieka, wrażliwego na ludzką krzywdę i to co dzieje się dookoła. Pod koniec książki ze starego Eda Kennedy'ego nie został nawet ślad. Zastąpił go ktoś inny, o wiele lepszy. Spodobało mi się, że mogłam poznać tego chłopaka od podstaw, mieć wgląd w jego przeszłość, kiedy jeszcze nie był nikim wyjątkowym, teraźniejszość, kiedy dopiero się w tę osobę zmieniał, a także przyszłość, w której już był "kimś". Dzięki temu wytworzyła się między nami specyficzna więź, która sprawiła, że poznawanie wszystkich wydarzeń właśnie z jego perspektywy nabrało zupełnie nowego znaczenia. Jak dla mnie jest to jedna z najlepiej wykreowanych postaci.


"Wielkie rzeczy to czasem drobiazgi, które zostały zauważone."

Lektura tej książki dostarczyła mi naprawdę wielu emocji. Potrafiła mną wstrząsnąć, miejscami wzruszyć, a także czegoś nauczyć. Podobała mi się tajemnica tak misternie pielęgnowana przez autora przez niemal całą książkę i podobało mi się to, że nie została ona do końca wyjaśniona. Podobali mi się bohaterowie i realizm, który bił od nich na każdym kroku. Markus Zusak ukazał ludzi takimi jakimi są naprawdę, z ich wszystkimi problemami i trudnościami, jakie spotykają na swojej drodze, ale także dobro i wewnętrzne piękno, które każdy ma w sobie. Wraz z głównym bohaterem poznawaliśmy ich historie. Niektóre były wesołe, inne wstrząsające, poruszające, ściskające za serce, czy brutalne. Przy jednych wystarczył jeden, mały gest, aby zyskały szczęśliwe zakończenie, inne zaś dostarczyły o wiele więcej emocji i cierpienia. "Posłaniec" udowadnia, że nie ważne jak wiele błędów popełniliśmy w życiu, zawsze jest czas, aby to naprawić i zmienić na lepsze. Żyć pełnią życia, a jeśli mamy jakieś ograniczenia lub obawy - wyjść im na przeciw. Często to właśnie błahostki decydują o wszystkim, dlatego warto zwracać na nie uwagę, bo z czasem mogą zmienić się w coś naprawdę wielkiego.


"Czasem ludzie są piękni.
Nie z wyglądu.

Nie w tym, co mówią.

W tym, kim są."

Moja ocena: 8/10




Pozdrawiam Was serdecznie :*
Ola