Tytuł: Miasto Zagubionych Dusz
Tytuł oryginału: City of Lost Souls
Autor: Cassandra Clare
Ilość stron: 556
Wydawnictwo: MAG
Uwaga! Jako, że "Miasto Zagubionych Dusz" to już piąta część serii "Dary anioła" w poniższym opisie nie obędzie się bez spoilerów. Uważam więc, że czytanie go bez wcześniejszego zapoznania się z poprzednimi tomami serii nie będzie zbyt mądrym przedsięwzięciem. Ale żeby nie było, że czegoś Wam zabraniam to tylko podkreślam, że to tylko taka mała sugestia ;)
Kolejne starcie Nocnych Łowców z siłami ciemności skończyło się niestety tylko połowicznym sukcesem. Mimo, że dzięki mocy Znaku Kaina na czole Simona Lilith została pokonana, to cały nowojorski Instytut wyraźnie odczuł tego skutki. Jace zniknął, zmieniając się w wiecznego sługę Sebastiana i tylko najbliższa rodzina i przyjaciele wierzą, że istnieje jakakolwiek nadzieja, aby go odzyskać. Aby tego dokonać, muszą zbuntować się przeciwko Clave i wszystkiemu czemu do tej pory byli wierni. Tymczasem Clary, zniecierpliwiona nieudanymi poszukiwaniami, postanawia sprowadzić ukochanego na własną rękę. Jak wielką cenę przyjdzie zapłacić Nocnym Łowcom za życie przyjaciela? I czy naprawdę jest ono tego warte?
"Dary Anioła" zawładnęły rynkiem wydawniczym dla młodzieży i w żadnym wypadku nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ książki Cassandry Clare po prostu mają w sobie to coś, co sprawia, że chciałoby się czytać je bez końca. Niektóre były lepsze, inne trochę gorsze, ale nie zmienia to faktu, że ja kompletnie uległam ich urokowi i po poprzednich czterech, nie mogłam powstrzymać się przed sięgnięciem po piątą, niestety już przed ostatnią część z tej serii. Trochę odczekałam zanim zdecydowałam się w końcu ją kupić, a to dlatego, że po prostu nie mogę uwierzyć, że nieubłagany koniec zbliża się tak szybko. "Miasto Upadłych Aniołów" co prawda trochę mnie zawiodło, a co za tym idzie także zdecydowanie obniżyło moje oczekiwania odnośnie kolejnych części, ale i tak po "Mieście Zagubionych Dusz" spodziewałam się czegoś naprawdę genialnego. Czy rzeczywiście to dostałam?
Największy zarzut jaki mam do tej książki to niesamowicie rozwleczona akcja, a właściwie jej "pierwsze" 100-150 stron. Ciężko mi to mówić, ale była to prawdziwa męczarnia. Wielokrotnie odkładałam książkę na szafkę, w między czasie sięgając po coś nowego, bo po prostu nie mogłam już wytrzymać wiecznego przygnębienia, użalania się nad sobą i bezsensownych zachowań głównych bohaterów. Taka postawa w ogóle nie pasowała mi do nieustraszonych Nocnych Łowców, których poznałam w poprzednich częściach. Tak jakby cały zapał i chęć do życia zniknęły wraz z zaginięciem Jace'a, a przedstawione mi przez autorkę wydarzenia wcale nie zapowiadały, że miałby on szybko wrócić do łask. "Zależy wam na nim? W takim razie walczcie, działajcie, poruszcie niebo i ziemię, aby go znaleźć (co nota bene robią, ale o wiele, wiele później), a nie tylko siedzicie, jęczycie i obwiniacie się za coś, na co w ogóle nie mieliście wpływu" - zdawałam się krzyczeć. I prawdę powiedziawszy za bardzo się nie pomyliłam. Takie zawieszenie w czasie omal nie zniechęciło mnie do dalszej lektury i gdybym nie była tak wielką fanką całej serii, jak i samej autorki, z pewnością bym to zrobiła. Później jest o wiele lepiej, ale na samym początku widocznie tej akcji (jak i fabuły ogółem) brakuje.
Ta seria nie byłaby taka sama bez genialnych i niesamowicie wykreowanych postaci, które pokochałam jak własną rodzinę. Sądzę, że wszyscy doskonale je już znają i kochają tak jak ja, ale z bólem muszę przyznać, że nie są one już takie jak np. w pierwszej części. Nie wiem, czy na przestrzeni tych kilku tomów zdołali oni aż tak wydorośleć i zmienić się pod względem mentalnym, ale po prostu zabrakło mi w nich tej swobody, lekkości ducha i poczucia humoru, które kiedyś potrafiło przebić wszystkie mury i uratować dosłownie każdą sytuację. Tutaj ten specyficzny sposób mówienia, sarkastyczne uwagi i wiekopomne teksty zamarły. Nie mogę powiedzieć, że w ogóle ich nie było, ale zdecydowanie nie było to coś na poziomie Cassandy Clare. Tamten humor miał swój smaczek, a wszystkie sytuacje były doskonale wyważone, ten tutaj był suchy i wymuszony.
Całe szczęście styl autorki pozostawał nadal ten sam, czyli niesamowicie lekki i przystępny. Sprawiło to, że jak zwykle wciągnęłam się w tę historię bez reszty, a kolejne kartki przelatywały między moimi palcami z prędkością huraganu. Cieszę się, że chociaż to się nie zmieniło. Kiedy tylko przebrnęłam przez ten nużący początek, dalsze wydarzenia popędziły jak burza, porywając mnie ze sobą i nie pozwalając się oderwać. Mimo, że cała fabuła książki skupia się jedynie na kilku wątkach, to uważam, że pod tym względem jest to jedna z najlepszych części. Działo się bardzo dużo, w tym w różnych czasach i miejscach, dlatego odetchnęłam z ulgą, kiedy zobaczyłam jak Cassie świetnie sobie z tym wszystkim poradziła. Mimo takiego rozgardiaszu fabularnego, nie czułam się ani trochę zagubiona, zawsze wiedziałam gdzie aktualnie rozgrywa się akcja i jakie wydarzenia do tego doprowadziły. Wielkie brawa!
"Miasto Upadłych Aniołów" skupiało się głównie na rozterkach miłosnych Jace'a i Clary, zaś w "Mieście Zagubionych Dusz" jest wręcz odwrotnie. Romanse zeszły na dalszy plan, a na czołowe miejsce wysunął się trochę inny rodzaj więzi, czyli ta bratersko-siostrzana i ogólnie rodzinna. Ucieszyłam się mogąc bliżej poznać Sebastiana - brata Clary i to jak autorka wykreowała jego postać naprawdę mnie zadziwiło, jak i zachwyciło. Jest to osoba naprawdę wyjątkowa, mająca wiele mrocznych sekretów, ale za pośrednictwem jego siostry odkryłam w nim także nikłe pokłady człowieczeństwa, co zaowocowało moją nagłą sympatią do niego. Takie mroczne, dynamiczne postacie to coś co potrafi ożywić każdą książkę! Także Izzy i Alec mogli pokazać się w zupełnie innym świetle. W tej części ich więź została pokazana bardzo wyraźnie, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że rodzina jest sprawą niezwykle ważną - szczególnie dla Nocnych Łowców.
Podsumowując. Piąty tom "Darów Anioła" to kolejna dawka niezapomnianych emocji, spektakularnych zwrotów akcji i fantastycznych stworzeń, charakterystycznych dla Cassandry Clare. Nie umknęło mojej uwadze kilka niejasności, dziur fabularnych i kompletnie nudnego i rozwleczonego do granic możliwości rozpoczęcia (którego darować w żadnym wypadku nie zamierzam), więc w następnej części zwrócę na to szczególną uwagę. Wiadomo, że kolejne części nie są już tak dobre, jak pierwsze trzy, ale mimo wszystko uważam, że warto dać im szansę. No bo w końcu trzeba skończyć tę serię, prawda? Mam nadzieję, że "Miasto niebiańskiego ognia" okaże się godnym jej finałem.
Moja ocena: 7/10
Pozdrawiam Was serdecznie :*
Ola