Tytuł: Rywalki
Tytuł oryginału: The Selection
Autor: Kiera Cass
Ilość stron: 335
Wydawnictwo: Jaguar
Nad 35 dziewczynami, obywatelkami młodego państwa Illei, wisi perspektywa iście świetlanej przyszłości. Zostały one bowiem wybrane do Eliminacji i zawalczą o serce przyszłego następcy tronu - księcia Maxona. Jedną z nich jest America Singer, piątka należąca do kasty artystów, z pozoru zwykła dziewczyna. Jednak ma ona pewien sekret. Od ponad dwóch lat potajemnie spotyka się z Aspenem - chłopakiem z sąsiedztwa. Jest on jednak szóstką, a więc o klasę niżej od swojej ukochanej, co oznacza, że ich związek zdecydowanie nie spotkałby się z aprobatą reszty społeczeństwa, co więcej - ujawniony mógłby przysporzyć im poważnych kłopotów. Kiedy przychodzi oficjalny list, Ami zdecydowanie nie jest zachwycona perspektywą rozłąki z ukochanym, jednak doskonale wie, że udział w Eliminacjach bardzo pomógłby jej rodzinie w wiązaniu końca z końcem. Kiedy jednak spotyka księcia Maxona całe jej życie staje na głowie, a ona sama zdaje sobie sprawę, że wcale nie chce opuszczać pałacu. Co zrobi, kiedy korona, której nigdy nie pragnęła będzie na wyciągnięcie ręki?
„Czasami, aby coś ukryć, najlepiej robić to na oczach wszystkich.”
Chyba każda mała dziewczynka zapytana o to kim chce zostać gdy dorośnie, pomiędzy zawodami aktorek, modelek, piosenkarek i weterynarzy wymieniała także bycie księżniczką. No bo która z nas chociaż przez chwilę nie chciała nią być? Nosić piękne suknie, mieszkać w pałacu, no i oczywiście mieć swojego własnego księcia z bajki. Takiego, który w razie potrzeby przybędzie na białym rumaku i uratuje nas z opresji. Dzięki książce "Rywalki" Kiery Cass chociaż na te kilka godzin mogłam do tych czasów powrócić i rozkoszować się chwilami błogiej przyjemności, za co już na wstępie chciałabym jej serdecznie podziękować. Bo świat, który został wykreowany przez autorkę w tej powieści jest magiczny. Magiczny, bajkowy i przyznaję, także trochę nierealny, jednak nie mogę uznać tego za jego wadę. Myślę, że każdemu z nas od czasu do czasu przyda się taka chwila kompletnego oderwania od rzeczywistości i zagłębienia się w krainie marzeń, co w moim wypadku stało się właśnie dzięki lekturze "Rywalek".
Całą historię poznajemy z perspektywy Ameriki, drobnej, rudowłosej dziewczyny z niemal marginesu swojego społeczeństwa. Muszę przyznać, że wykreowana została ona naprawdę ciekawie i zapałałam do niej swego rodzaju sympatią mimo, że na co dzień nie gustuję w miłych, uległych i cnotliwych kruszynkach. Może było to spowodowane uporem i odwagą jaka od początku w niej drzemała, ale główna bohaterka zdecydowanie zyskała w moich oczach. Co prawda ma ona skłonności do dramatyzowania i zbyt częstego zalewania się łzami, jednak coś czuję, że Ami zdoła jeszcze udowodnić na co ją stać i pokazać pazurki :) Za to Aspen i Maxon to zupełnie inna historia. Jak na mój gust są to charaktery typowych książkowych przystojniaków i mimo, że żadnego z nich nie obdarzyłam szczególnymi względami, to ten drugi mimo wszystko przekonał mnie do siebie swoją nieśmiałością i niepewnością w stosunkach z kobietami. Było to naprawdę urocze :) Za to inne postaci wcale nie przykuły mojej uwagi i wydały mi się wyjątkowo nudne i papierowe. Co najwyżej po kilka cech charakteru i żadnych elementów szczególnie przykuwających uwagę. Ale czego tu się spodziewać po postaciach niemal epizodycznych?
Pomysł osadzenia akcji powieści w dystopijnym świecie, po licznych konfliktach i przejściu 4 wojen światowych był naprawdę świetnym zabiegiem. Sprowadziło mnie to na ziemię i sprawiło, że na wydarzenia rozgrywane w książce spojrzałam z zupełnie innej perspektywy. Już nie postrzegałam ich jako rozmytych, jakby odległych w czasie, tylko w końcu poczułam, że rozgrywają się one tutaj - na Ziemi. Podział na klasy, to kwestia dyskusyjna i do końca nie potrafię zdecydować, czy na pewno przypadła mi ona do gustu, jednak w tym wypadku nie było innego sposobu na ukazanie różnic między poszczególnymi sferami życia ludzi w Illei, i ja to rozumiem. Z przyjemnością wczytywałam się w historię nowego państwa i wydarzenia, które zadecydwały o tym, że wygląda ono teraz tak, a nie inaczej. Nawet sama idea Eliminacji wyjaśniona została dość sensownie, za co autorce należy się kolejny plus, ponieważ nie znalazłam tu żadnych niespójności, co w dużym stopniu tyczyło się np. "Niezgodnej". Widać, że pani Cass miała od początku plan na świat swojej powieści i bardzo to doceniam.
Styl pisania jest do bólu prosty, jednak jest to już standard przy dzisiejszych książkach skierowanych do młodzieży. Ma się czytać po prostu szybko i przyjemnie, a nie zawracać sobie głowę zbędnymi ozdobnikami. I tak właśnie było, bo co jak co, ale braku umiejętności pisarskich to pani Cass nie można zarzucić. Autorka wie jak zaciekawić czytelnika, bezpiecznie dozuje napięcie i mimo, że w książce nie znalazły się żadne wydarzenia, które wgniotłyby mnie w fotel to z niecierpliwością poznawałam kolejne i kolejne, aż doszłam do końca. Na samym początku obawiałam się, że historia ta okaże się schematyczna, przesłodzona i pełna niepotrzebnego patosu. No bo jakby na to nie patrzeć "Rywalki" były, są i będą historią rodem z "Kopciuszka" i innych bajek Disney'a i takich porównań w żaden sposób uniknąć się nie da, jednak wplecione w książkę polityka, ekonomia, toczone wojny, kryzys oraz po części historia państwa okazały się przydatnym i udanym dopełnieniem całości.
No i ostatecznie nie wiem jak mam odnieść się do "Rywalek". Na pewno jest to bardzo dobra pozycja na chwile wytchnienia po pracy, czy szkole i miło spędzony wolny czas... ale nic więcej. Nie jest to zbyt ambitne dzieło, nie znajdziecie tutaj poruszającego przesłania, które zmieni losy świata, ani ważnych prawd życiowych, których tak często szuka się teraz w młodzieżówkach. Jest to po prostu historia dziewczyny "z ludu", która dostała niepowtarzalną szansę zostania księżniczką i zasmakowania trochę dworskiego życia. Niektórym może wydawać się infantylna i głupia, i może po części mają rację, ale mnie naprawdę się spodobała. Autorka swoją baśniowa opowieścią obudziła we mnie moje wewnętrzne dziecko, co sprawiło, że kompletnie zakochałam się w tej historii. Na tyle, aby w te pędy pobiec do koleżanki i pożyczyć od niej drugą część. Tak więc, czy warto? Moim zdaniem tak, ale ostateczną decyzję musicie podjąć sami.
Moja ocena: 7/10
Pozdrawiam Was serdecznie :*
Ola