Chyba każdy pisarz, ba, każdy artysta przechodzi w swoim życiu okres kompletnej niemocy twórczej. Jak sama nazwa wskazuje, nic mu wtedy nie wychodzi i zależnie od specjalizacji kolejno - słowa nie kleją się w zdania, nuty nie kleją się do papieru, a farby do płótna. Jego samego dopada wtedy ogromna wściekłość i frustracja z braku umiejętności do stworzenia czegoś nowego, dosłownie wszystko zaczyna go irytować i w ogóle do takiego bez kija to nie podchodź, bo grozi to śmiercią lub sporym uszczerbkiem na zdrowiu. Wiem, bo sama często zachowuję się dokładnie tak samo. Co jednak tak naprawdę kryje się za pojęciem "brak weny"? Pozwólcie, że zdradzę Wam pewien sekret...
... Otóż tak naprawdę... WENA NIE ISTNIEJE. I co? Zdziwieni? Mam nadzieję, że nie bardzo, bo to najszczersza prawda. Pojęcie to można utożsamić z wieloma rzeczami, ja jednak już dawno przekonałam się, że najczęściej pod przykrywką "braku weny" ukrywane jest nic innego jak nasze własne lenistwo. Bo łatwiej jest powiedzieć "nie mam natchnienia" (ładnie to brzmi, prawda?) niż "nie chce mi się". Tak naprawdę do stworzenia czegoś nowego nie potrzebujemy ani natchnienia, ani wyimaginowanej weny, tylko motywacji. Wstydzimy się przyznać przed samym sobą, że najzwyczajniej w świecie nie chce nam się ruszyć szanownych czterech liter z kanapy, siąść przed komputerem/papierem nutowym/płótnem i w końcu zacząć robić coś sensowniejszego od siedzenia przed telewizorem, na facebooku, czy czytania pudelka.
Często miewam takie chwile, kiedy wiem, że muszę napisać recenzję, ale przed oczami mam odpowiednik białego szumu ze starych telewizorów, a pustka w mojej głowie odpowiada tej na blogu, po tygodniu zwlekania z opublikowaniem posta.
JAK WIĘC POKONAĆ "BRAK WENY" (zwany dalej lenistwem)?
Po pierwsze i prawie najważniejsze POSZUKAĆ INSPIRACJI. Jeśli mamy ciekawy pomysł, motywacja i chęć do pracy przyjdą z czasem. Gdzie jej szukać w takim razie? Odpowiedź jest bardzo prosta. Dosłownie wszędzie. Spacer? Wyjście ze znajomymi? Dzień w szkole? Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego ile niesamowitych rzeczy dzieje się wokół nas. Spoglądamy przez okno, zamykamy na chwilę oczy, a po kilku chwilach nie jesteśmy w stanie wymienić ile rzeczy zdążyło się zmienić. Świat pełen jest cudów, które tylko czekają na to, aż ktoś je odkryje i postanowi podzielić się tym z innymi. A inspiracją może być przecież wszystko. Zdjęcie, piosenka, film, książka, cytat. Trzeba tylko być otwartym na to, co inni mają do zaoferowania :)
Po drugie WYCISZYĆ SIĘ. Mamy już pomysł, wiemy o czym chcemy pisać, ale mimo to słowa dalej nie chcą układać się w głowie? To znaczy, że za wiele ich mamy. Może zabrzmi to mega filozoficznie, ale pozbawienie się z głowy wszystkich zbędnych myśli, opróżnienie mózgu z nadmiaru informacji naprawdę pomaga. Bardzo często po przeczytaniu naprawdę dobrej książki, przez długi czas nie jestem w stanie nic o niej napisać. Za dużo myśli kłębi mi się w głowie, nadal żyję wydarzeniami, które się rozegrały, czasem moje policzki nadal mokre są od świeżo wylanych łez. W takich chwilach lepiej darować sobie pisanie. Usiąść, zrobić sobie dobrą herbatę, pójść na spacer, przemyśleć wszystko na spokojnie. Zbawienne są szczególnie spacery. Uwierzcie, że już w drodze powrotnej do głowy same zaczną przychodzić Wam pierwsze fragmenty przyszłego tekstu/pracy.
A skoro mamy pierwsze fragmenty i pomysły, warto byłoby ZAPISAĆ JE GDZIEŚ. Nie chcemy w końcu, aby którekolwiek z nich nam umknęły. Nawet jeśli nie wykorzystamy ich za pierwszym razem, to na pewno przydadzą się na później. Dlatego właśnie zawsze noszę przy sobie notes lub telefon. Mam wtedy pewność, że nie zapomnę o niczym co wpadło mi do głowy "na poczekaniu". W moim przypadku daje to też złudzenie, że jestem bardziej zorganizowana niż w rzeczywistości, więc dodatkowe plusy :D
No to okay. Wróciliśmy do domu, teoretycznie mamy wszystko czego nam potrzeba, aby zacząć pracę. Teraz ten najtrudniejszy etap - ZNALEŹĆ MOTYWACJĘ DO DZIAŁANIA. Kiedy przez dłuższy czas nic nie piszę, później mam problemy z powrotem zacząć. Mimo że łatwo mi się skupić, byle błahostka potrafi mnie w mgnieniu oka rozproszyć. Pierwszy akapit nowej recenzji potrafię pisać i dziesięć minut i godzinę. Z każdym akapitem jest coraz łatwiej, puszcza blokada, która zdawała się trzymać mnie w nieskończoność. Najważniejsze to po prostu zacząć i nie dać się zniechęcić. Nie szukać usprawiedliwień, nie wymawiać się "brakiem natchnienia", czy "brakiem pomysłów", w moim wypadku po prostu pisać ;)
To pierwszy tego typu wpis w mojej blogowej karierze. Powstał pod wpływem chwili i w sumie jest on po części też terapią na brak pomysłów na nową recenzję. Wiem, że Ameryki w nim nie odkryłam. Większość z Was wszystko co tu przedstawiłam doskonale wie, może nawet stosuje się do takich samych zasad ;) Jestem ciekawa jak wy radzicie sobie z "brakiem weny"? Piszcie w komentarzach i przy okazji wyrażajcie opinie na temat samego posta ;)
PS. Serdeczne pozdrowienia dla mojej najlepsiejszej przyjaciółki pod słońcem - Oli, której słowa "wena nie istnieje, jest tylko lenistwo" stały się inspiracją dla tego posta. Wielki uścisk dla Ciebie <3
Pozdrawiam Was cieplutko :*
Ola