Wczorajsza data już na zawsze będzie mienić się w moim kalendarzu wszystkimi kolorami tęczy. Bo to właśnie wczoraj blog, na którym właśnie jesteście obchodził swoje pierwsze urodziny! Tak tak, już pełny, okrągły rok jestem tutaj z Wami i żadne słowa nie są w stanie wyrazić radości jaka mnie rozpiera od wczorajszego poranka oraz wdzięczności, za wszystko, co w tym roku mnie spotkało. Prawdę mówiąc to właśnie z tego powodu specjalny urodzinowy post nie pojawił się już wczoraj. Po prostu byłam tak rozenruzjazmowana i pełna energii, że nie mogłam usiedzieć w miejscu, trzęsły mi się ręce i nie byłam w stanie sklecić ani jednego sensownego zdania. Chciałam przecież, żeby ten post był wyjątkowy. Tak jak data, którą reprezentuje :) Dzisiaj co prawda nadal nie czuję się do końca pewnie, bo nawet nie wyobrażacie sobie jak się boję, że wszystko zepsuję, o czymś zapomnę i po prostu to, co od tak dawna planowałam wyjdzie kompletnie do niczego. Ale w końcu od czego jest pozytywne myślenie :)
Tak jak napisałam wyżej moje kochane dziecko urodziło się w mojej głowie dokładnie (no prawie dokładnie, 1 dzień wcześniej, ale csiii) rok temu i prawdę mówiąc do tej pory nie mam pojęcia co mnie do takich czynów podkusiło. Chyba jedyna dosyć trafna hipoteza, której do tej pory nie udało mi się jeszcze podważyć jest taka, że bloga założyłam z własnych (dosyć egoistycznych nie powiem) pobudek. Zawsze miałam problemy z niską samooceną, nie wierzyłam w siebie i trudno było mi zaakceptować fakt, że mogę coś robić dobrze i jednocześnie czerpać z tego przyjemność. I tak właśnie narodził się pomysł z założeniem bloga, a że książki to jeden z niewielu tematów, na które jako tako potrafię się wypowiedzieć, wybór tematyki nie był zbyt trudny. Jak każdy początkujący bloger napotykałam na przeróżne przeszkody, miewałam chwile zwątpienia, pojawił się nawet pomysł zakończenia swojej przygody z blogowaniem (uważałam, że to nie dla mnie, że się nie nadaję itp.) mimo to zawsze do głosu dochodziła druga część mnie - ta, która nigdy się nie poddaje i trzyma się swojego mimo wszystko.

Nigdy nie sądziłam, że przy jakimś postanowieniu uda mi się pozostać dłużej niż tydzień, a co dopiero miesiąc, czy rok! Jestem strasznie leniwa i do wszystkiego mam tzw. słomiany zapał, więc obok gigantycznych podziękowań, dla osób, które zaraz wymienię chciałabym pogratulować po części sobie, a po części Panu Bogu, za to, że byłam dzielna, nie poddałam się i w końcu udało mi się zrobić coś dobrze na tyle, aby usatysfakcjonować samą siebie :) Oczywiście szczególne podziękowania należą się najlepszym ludziom na świecie, czyli wszystkim blogerom! Dziękuję kochanym Julce, Natalii, Kasi, Marceli, Camillie oraz wielu, wielu innym osobom, o których teraz nie pamiętam, ale powinny się tu znaleźć. Oczywiście największe podziękowania należą się Wam, moim czytelnikom. Tym, którzy byli tu ze mną od samego początku, jak i tym, którzy trafili tu całkiem nie dawno ;) Blogosfera to zdecydowanie najlepsze miejsce na Ziemi <3
Nie wiem, czy ten post jest taki, jaki powinien być ze względu na okoliczności, ale myślę, że ujęłam wszystko co chciałam przekazać Wam w tym bardzo ważnym dla mnie dniu. Jeszcze raz bardzo, bardzo, bardzo dziękuję <3
Pozdrawiam gorąco :*
I niech los zawsze Wam sprzyja!
Ola