Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Percy Jackson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Percy Jackson. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 września 2014

Zagubiony heros - Rick Riordan






Tytuł: Zagubiony heros
Tytuł oryginału: The Lost Hero
Autor: Rick Riordan
Ilość stron: 520
Wydawnictwo: Galeria Książki








Piper i Leo mają problem. Kiedy ich przyjaciel Jason budzi się nagle w jadącym w niewiadomym kierunku autobusie, wśród zupełnie obcych ludzi i nie pamięta kompletnie nic oprócz swojego imienia, są przerażeni. Nie wiedzą co się dzieje, a już w ogóle nie mają pomysłu jak sprawić, aby przyjaciel cokolwiek sobie przypomniał. Na dodatek podczas dziwnej burzy, która pojawia się znikąd na szkolnej wycieczce, atakują ich potwory. Nastolatkom cudem udaje się przeżyć, ale to jeszcze nie koniec ich wspólnej przygody. Zostają przeniesieni do Obozu Herosów, miejsca, które powinno kojarzyć im się z domem i bezpieczeństwem, jednak wcale tak nie jest. Jason czuje się nieswojo, Piper zajęta jest ukrywaniem swojej mrocznej tajemnicy, a Leo jest co najmniej zdezorientowany. Czy powoli ziszczająca się nowa przepowiednia na nowo połączy starych przyjaciół?

Starożytna Grecja, Rzym, Egipt, czy Mezopotamia to cywilizacje, o których wiemy coraz więcej, jednak nadal za mało. Dzięki badaniom i znaleziskom archeologicznym mogliśmy trochę dowiedzieć się o ówczesnej architekturze i sztuce, jednak nadal szczególnie tajemnicze pozostają dla nas życie codzienne i kultura ludzi z tego okresu, w tym wierzenia oraz bogowie, których wyznawali. Wiemy, że do wyjaśniania niektórych zjawisk wykorzystywali oni mity. Fascynujące opowieści o otaczającym ludzkość świecie, opisujące historie wielkich bogów i niezwyciężonych herosów oraz zagadnień dotyczących życia, śmierci, dobra i zła. Pełne są patosu, często niezrozumiałych zwrotów i sformułowań, ale jednocześnie mają w sobie coś nieopisanego, niezwykłego. Niby w nie nie wierzymy, a mimo to jesteśmy w stanie zaczytywać się w nich bez pamięci. Może to właśnie to sprawia, że są tak niesamowicie fascynujące.

Dzisiaj po raz kolejny pragnę zaprosić Was na wędrówkę po świecie mitologii szlakami książek Ricka Riordana. Kiedy niesamowita seria o Percy'm Jacksonie dobiegła końca [recenzja], podbijając moje serce, ale jednocześnie pozostawiając je w kompletnej rozsypce, długo nie zastanawiałam się, czy mogę dostać coś lepszego. Czym prędzej pobiegłam do księgarni, aby zakupić pierwszy tom "Olimpijskich herosów".  Chyba nie zniosłabym zbyt długiej rozłąki z ukochanymi bohaterami, a coraz bardziej pogrążając się w lekturze pozwalałam na nowo wciągnąć się w wykreowany przez autora świat.  Nowa seria, nowi bohaterowie i nowe niezapomniane przygody. Muszę przyznać, że byłam niezwykle ciekawa jak tym razem panu Riordanowi udało się połączyć elementy fantastyki z rzeczywistością. Jak rozwinie się ogrom nowych wątków, które znajdują się w pierwszej części "Olimpijskich herosów", jaki wpływ na bohaterów będzie miała nowa przepowiednia oraz jacy oni w ogóle będą. Moją ciekawość podsyciły dodatkowo przepiękne okładki całej serii. Pierwsze wrażenie? Jestem zachwycona!

To, że w książkach Riordana za największe zalety uważam humor i genialne połączenie mitologii z rzeczywistością to oczywiste. Jednak dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że równie ważną rolę odgrywają tutaj bohaterowie. I to jacy! Rick Riordan to autor, który ma niepowtarzalny talent do tworzenia barwnych i nietuzinkowych postaci. W jego książkach nie ma miejsca na powtarzalność, nudę, czy brak wyrazu. U niego każda postać jest wyjątkowa i ma swój własny charakter, za który możemy ją pokochać. Tak było i w tym wypadku, bo obok tych znanych nam już z poprzedniej serii pojawia się także mnóstwo nowych. Bardzo polubiłam zarówno twardo stąpającą po ziemi Piper, zwariowanego lekkoducha jakim jest Leo, odpowiedzialnego i odważnego Jasona, jak i pozostałych obozowiczów i ich opiekunów.

Autor jak zwykle posługiwał się swoim zabawnym, lekkim stylem gładko przechodząc między kolejnymi wątkami i zgrabnie je między sobą przeplatając. Mimo, że narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, każdy rozdział poświęcony jest innemu bohaterowi i to z jego "punktu widzenia" poznajemy przyszłe wydarzenia. A było ich naprawdę sporo, bo oprócz tego, że fabuła była niezwykle rozbudowana i bogata w zwroty akcji, a tempo nie zwalniało ani na chwilę, to "Zagubiony heros" sam w sobie nie jest cienką książką. Rozmiary poprzednich części serii o Percy'm Jacksonie wahały się od 300 do ok. 350 stron, a tutaj mamy aż 520 stron nieprzerwanej akcji! Po prostu kocham to! Dodatkowo na końcu możemy znaleźć coś w rodzaju mini - przewodnika po występujących w tym tomie bogach - imię, krótką charakterystykę oraz rzymski odpowiednik. Jest to zdecydowanie coś co przyda się osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z książkami Riordana/ w ogóle jakąkolwiek mitologią.

Nie ma książek idealnych i mimo tylu zalet "Zagubiony heros" ma także kilka wad. Jedną z tych najbardziej rażących są schematy powtarzające się co kilka części. Można zauważyć chociażby podróż zaczerpniętą z części pierwszej, czy Wielką Przepowiednię, która była motywem przewodnim całej poprzedniej serii o bogach olimpijskich. Pan Riordan genialnym pisarzem jest i braku oryginalności zarzucić mu zdecydowanie nie można, ale nawet u najlepszych niektórych błędów uniknąć się po prostu nie da. Chociaż z drugiej strony, nawet książki mojego ukochanego Johna Greena są do siebie pod pewnymi względami podobne, a jednak nadal zachowują swój niepowtarzalny klimat i wyjątkowość. Myślę, że to działa także w wypadku książek Ricka - z pozoru podobne, a tak naprawdę jedyne w swoim rodzaju :) A jeśli chodzi o zakończenie to było ono napisane w dokładnie Riordanowskim stylu. Pierwszy etap przygody dobiegł końca, ci, którzy mieli zostać uratowani wrócili cali i zdrowi, sielankowe obrazki, wszystko ładnie, pięknie i nagle Bum! Prawda spada na nas jak grom z jasnego nieba sprawiając, że błagamy o kolejną część. A ja już nie mogę się doczekać, kiedy po nią sięgnę!

Moja ocena: 7/10




Pozdrawiam Was serdecznie :*
Ola

niedziela, 6 lipca 2014

(chwilowe) pżegnanie z Obozem Herosów






Tytuł: Ostatni olimpijczyk
Tytuł oryginału: The last olimpian
Autor: Rick Riordan
Ilość stron: 373
Wydawnictwo: Galeria Książki







Dzisiaj pragnę bliżej przyjrzeć się "Ostatniemu olimpijczykowi", czyli ostatniej już książce z serii "Percy Jackson i bogowie olimpijscy". Wcześniej udało mi się zrecenzwać także dwa pierwsze tomy, czyli Złodzieja pioruna oraz Morze potworów. Miałam nawet skryty plan napisania oddzielnych recenzji dla wszystkich pozostałych części, ale później stwierdziłam, że byłoby to po prostu bez sensu, ponieważ każda z nich traktowałaby dokładnie o tym samym. Tak, nieskończona ilość "ochów" i "achów", które musiałabym napisać to chyba jedyne co te recenzje mogłyby zawierać i jestem pewna, że po pewnym czasie czytanie w kółko tego samego naprawdę może się znudzić, a nawet obrzydnąć xD Jednak zrecenzowanie ostatniego, finałowego już tomu to w moim przekonaniu pewnego rodzaju obowiązek i sposób na pożegnanie, zamknięcie, a także podsumowanie całej serii. Inaczej czułabym się jakaś taka niekompletna.

Półbogowie w Obozu Herosów przez cały rok przygotowywali się do wojny i ostatecznego starcia z armią Kronosa, wiedząc, że bez pomocy boskich rodziców mają nikłe szanse na zwycięstwo. Ale tamci mają na głowie masę innych problemów. Zmuszeni do powstrzymania siejącego zniszczenie Tyfona zostawiają Olimp praktycznie bez ochrony. Tę okazję z powodzeniem wykorzystuje Pan Czasu i sprawnie przygotowuje się do natarcia na Nowy Jork. Percy Jackson i reszta herosów muszą działać jak najszybciej, ponieważ z każdą kolejną osobą przechodzącą na stronę wroga, moc Tytanów rośnie. Tymczasem wielkimi krokami zbliżają się szesnaste urodziny syna Posejdona, a co za tym idzie - rozwiązanie pradawnej przepowiedni. Kiedy na ulicach Manhattanu toczy się bitwa w obronie cywilizacji Zachodu, chłopak zaczyna mieć przerażające wrażenie, że walczy... z własnym przeznaczeniem.  

Moja przygoda z tą serią zaczęła się niemalże rok temu, kiedy to pewnego lipcowego popołudnia wybrałam się z ciocią do księgarni, aby wybrać sobie urodzinowy prezent. Pamiętam, że słyszałam wiele dobrego o tej serii, a jako, że mitologia od zawsze bardzo mnie interesowała długo nie zastanawiałam się nad wyborem. Byłam bardzo dumna, że "Złodziej pioruna" zamieszkał na mojej półce, ale sięgnęłam po niego nie bez pewnych wątpliwości i pytań, na które za wszelką cenę chciałam poznać odpowiedź. Najlepiej jeszcze przed przeczytaniem ;) Czy książka na pewno mi się spodoba? Jak autorowi udało się połączyć czasy starożytne z tymi współczesnymi? I czy nie będzie to kolejna głupia młodzieżówka, w której nic się nie dzieje, a głównym wątkiem będzie trójkąt miłosny między bohaterami? - zdawałam się słyszeć w swojej głowie. Teraz z perspektywy czasu wiem, że były to najgłupsze pytania jakie mogły przyjść mi na myśl, bo w świecie wykreowanym przez Ricka Riordana zakochałam się od pierwszych stron.

Chyba największą zaletą tej serii jest właśnie związek z mitologią grecką i światem starożytnym oraz ich połączenie z współczesnością. Rick Riordan udowadnia, że nudne podręczniki, trudne do zapamiętania daty i suche fakty, które nijak mają się do tego co było naprawdę wcale nie muszą być synonimem nauki historii. A zwłaszcza historii starożytnej! Autor z niesamowitą łatwością i dużą dawką humoru przedstawia wszystko co związane mitami, bogami i herosami. Dodatkowo do każdego stara się dodawać od siebie jakąś ciekawostkę, która pozwoli czytelnikom na szybsze zapamiętywanie i łatwiejsze odróżnianie od siebie poszczególnych postaci. Czasem jest to jakaś wyjątkowa cecha charakteru, innym razem szczególny element ubioru, a jeszcze innym jakiś wyjątkowy związek z współczesnością. Zawsze jednak jest to coś zupełnie oryginalnego, co sprawia, że na twarzy czytelnika automatycznie pojawia się uśmiech (Pan mórz w hawajskiej koszuli i z wędkarskim kapeluszu na głowie? Czemu nie?)  Dzięki temu także o wiele łatwiej idzie przyswajanie sobie niektórych faktów, a przysięgam, że naprawdę warto! Kto wie? A nuż kiedyś ta wiedza się Wam przyda? Chociażby podczas niezapowiedzianej kartkówki we wrześniu xD

Ciekawe, intrygujące, ujmujące, zabawne, rozbrajające i po prostu genialnie wykreowane postacie to kolejna mocna strona tej serii. Mimo, że jest ich bardzo wiele i nie jeden autor mógłby się w tym wszystkim z łatwością pogubić, to po sposobie w jakim pan Riordan ich opisuje od razu widać, że miał on plan i rolę dla każdego ze swoich bohaterów i starannie się ich trzyma. Najbardziej bliscy stali się mi oczywiście obozowicze z Obozu Półkrwi i chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego.  Wszyscy wykreowani są w najdrobniejszych szczegółach i muszę przyznać, że polubiłam praktycznie każdą z występujących w tej serii postaci. Właśnie za tę oryginalność, humor, niesamowity realizm i za to, że do samego końca pozostali sobą. Oczywiście, że na przestrzeni kolejnych tomów ich zachowanie oraz wygląd ulegają widocznym zmianom i nie dało się tego uniknąć, ale wiadomo, że ma na to wpływ raczej ich wiek i wydarzenia, które miały miejsce, a nie dziwne zachcianki autora. Przez wszystkie 5 tomów przyglądałam się ich zmaganiom, kibicowałam im i patrzyłam jak dorastają. Wszystkie wydarzenia przeżywałam razem z nimi, dlatego tym trudniejsze stało się dla mnie pożegnanie niektórych z nich.

Fabuła finałowego tomu kręci się głównie wokół rozwiązania zagadki tajemniczej przepowiedni, a ostatecznym starciem z armią Kronosa. Wszystko dzieje się niesamowicie szybko i w odróżnieniu od poprzednich tomów akcja rozkręca się już po pierwszych kilku stronach, a napięcie nie odpuszcza aż do samego spektakularnego końca. Ta książka wprost przepełniona jest zaskakującymi zwrotami akcji, dynamicznymi senami walk i emocjami tak wielkimi, że w końcu musiały one znaleźć gdzieś ujście. Podczas czytania "Ostatniego olimpijczyka" po raz pierwszy od początku serii naprawdę płakałam. I nie było to tylko symboliczne zeszklenie się oczu - to był autentyczny, mokry i bolesny płacz, który z czasem przerodził się w prawdziwy szloch. A powodów do płaczu miałam naprawdę sporo, bo powiedzieć, że Rick Riordan swoich bohaterów nie oszczędzał to naprawdę jakieś nieporozumienie. Mimo wszystko znalazły się tu także momenty humorystyczne, które bardzo polubiłam już na samym początku, a które w tym tomie pozwoliły odciągnąć myśli od ponurych scenariuszy nieustannie tworzących się w mojej głowie.

Czy w takim razie można uznać, że "Ostatni olimpijczyk" stanowi godne zakończenie jednej z najlepszych serii na rynku? Jak najbardziej. Mimo, że znacznie różnił się od swoich poprzedników i był utrzymany mocniejszym i bardziej melancholijnym klimacie to podobał mi się tak samo jak wszystkie inne, a nawet bardziej. W tej części Rick Riordan udowodnił, że nie można zaszufladkować go tylko jako pisarza ciekawych młodzieżówek. Że w swoich książkach potrafi zawrzeć coś więcej - jakiś dodatkowy przekaz, który skłoni czytelników do przemyśleń i sprawi, że opisane wydarzenia nabiorą głębszego sensu. Naprawdę ciężko czytało mi się tę książkę i tak samo ciężko jest mi ją recenzować. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że wydana została kolejna seria. Teraz zamiast przejmującego smutku, który towarzyszył mi podczas czytania czuję jedynie radość. Że to jeszcze nie koniec, że jeszcze nie czas na ostateczne pożegnanie z bohaterami, których tak pokochałam, że czeka mnie jeszcze mnóstwo wspólnych przygód i.... kolejna przepowiednia. Polecam tę serię każdemu bez wyjątku! Naprawdę warto!

Moja ocena: 8/10



Pozdrawiam Was serdecznie :*
Ola

piątek, 25 października 2013

Percy Jackson i bogowie olimpijscy. Morze Potworów - Rick Riordan





Tytuł: Morze potworów
Tytuł oryginału: The Sea of Monsters
Autor: Rick Riordan
Ilość stron: 280
Wydawnictwo: Galeria Książki








Dlaczego ja mam zawsze takiego choler**go pecha? To pytanie dręczy mnie od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie mogę dojść do żadnych sensownych wniosków. Bo oczywiście tylko minie grypa potrafi rozłożyć na łopatki w niespełna kilka godzin, przed jakimś ważnym wydarzeniem. To wyjaśnia dlaczego dzień przed Targami Książki w Krakowie, zamiast się pakować lub chociażby chłonąć wiedzę w szkole, leżę w pokoju przykuta do łóżka z wysoką gorączką i nieznośnym bólem głowy. Taaak, to mogło się przytrafić tylko mnie  -,-" Aby mój ponury nastrój zbytnio Wam się nie udzielił, przychodzę do Was z kolejną recenzją :)

Percy po wydarzeniach ubiegłego lata następny rok nauki przeżył w spokoju. O dziwo żaden potwór nie przedostał się na teren jego nowojorskiej szkoły. Jednak gra w zbijanego z bandą olbrzymów-ludożerców, a później niespodziewana wizyta Annabeth, z pewnością nie wróży nic dobrego. Do tego magiczna bariera chroniąca Obóz Herosów została zniszczona przez otrucie sosny Thalii. Percy musi udać się na Morze Potworów, inaczej jedyne bezpieczne miejsce dla takich jak on przestanie istnieć.

Od skończenia części pierwszej pt. "Złodziej pioruna" [recenzja] obiecałam sobie, że przeczytam pozostałe. Taka okazja nadarzyła się w raz z premierą ekranizacji "Morza potworów", kiedy w większości księgarni, a także w przeróżnych supermarketach pojawiła się wersja powieści z okładką filmową. Swój egzemplarz z takową okładką nabyłam pewnego razu w biedronce. Język autora jest bardzo lekki, a jego powieści czyta bardzo szybko, a co najważniejsze z wielką przyjemnością. W dialogach każdy z bohaterów został wyodrębniony poprzez indywidualny styl mówienia, co sprawiało, że całość nie była monotonna. Fabuła jest ciekawa i zdecydowanie wyróżnia się na tle innych książek młodzieżowych m.in. niespotykanym pomysłem, a wartka akcja nie pozwala nawet na chwilę wytchnienia. Tę serię można by czytać bez końca :)

Kocham mitologię w każdej postaci, dlatego jej połączenie ze światem rzeczywistym od razu wywarło na mnie wrażenie. Tym razem historia Percy'ego i jego rejs po Morzu Potworów zostały upodobnione do przygód Odyseusza. Autor w niezwykle ciekawy sposób przedstawia, a także bawi się różnymi elementami mitologii. Wszystko to z niemałym poczuciem humoru. W ten sposób mamy cyklopa Polifema i jego mięsożerne owce, czarodziejkę Kirke, która prowadzi salon odnowy biologicznej i zamienia mężczyzn w świnki morskie, a także znane wszystkim Skyllę i Harybdę.


Bohaterowie, ci znani już z poprzedniej części jak i ci nowi są idealnie wykreowani. Mimo, że jest ich całkiem sporo każdy z nich jest inny i posiada własną osobowość. Jedni rozśmieszali mnie do łez, inni wręcz odwrotnie. Polubiłam zdecydowaną większość, ale zdarzały się wyjątki. Moja uwagę przykuli zwłaszcza uczestnicy Obozu Herosów. Dzielnie bronili swojej jedynej bezpiecznej przystani bez pomocy swoich boskich rodziców. Był to nie lada wyczyn, dzięki któremu zyskali mój szacunek i sympatię do samego końca.

Zakończenie było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Tak jak poprzednia część skończyła się raczej spokojnie i bez zbędnych emocji, bo wszystkie rozpoczęte wątki zostały wyjaśnione, tak "Morze potworów" zdecydowanie zostawia po sobie swoisty niedosyt i sprawia, że błagamy o więcej. To tylko wzmaga moją chęć na kolejne części i jak będę miała okazję to z pewnością je przeczytam ;)

Moja ocena: 7/10
Ola

sobota, 24 sierpnia 2013

Złodziej Pioruna - Rick Riordan






Tytuł: Złodziej pioruna.
Tytuł oryginału: The Lightning Thief
Autor. Rick Riordan
Ilość stron: 360
Wydawnictwo: Galeria książki










Na początku tego posta chciałabym was strasznie przeprosić, za zaniedbywanie bloga i nieregularne wstawianie notek. Ostatnio miałam bardzo mało czasu nawet na samo czytanie, a co dopiero na napisanie jakiejś ciekawej recenzji. Postaram się jak najszybciej to naprawić, a teraz serdecznie zapraszam na opis kolejnej świetnej książki :)

"Wiecie co, wcale nie chciałem być osobą półkrwi. Nie prosiłem się o to, żeby być synem greckiego boga. Byłem zwyczajnym dzieckiem: chodziłem do szkoły, grałem w koszykówkę i jeździłem na rowerze. Nic szczególnego. Dopóki przez przypadek nie wyparowałem nauczycielki matmy. Wtedy się zaczęło. Teraz zajmuję się walką na miecze, pokonywaniem potworów, w czym pomagają mi przyjaciele, a poza tym staram się po prostu ... przeżyć. Zrozumiecie to, jak przeczytacie opowieść o wszystkim, co stało się po tym, jak Zeus, bóg niebios, uznał, że ukradłem mu piorun - a rozgniewany Zeus to naprawdę spory problem!"

Pamiętam, że we wczesnych latach szkolnych byłam bardzo zafascynowana światem starożytnym. Najbardziej lubiłam mitologię grecką, ale nie stroniłam także od rzymskiej. Zresztą wcale tak bardzo mi się to nie zmieniło ;) W każdym razie kiedy przeczytałam w internecie recenzję tej książki pomyślałam, że to seria idealna dla mnie. Nie myliłam się. Już po pierwszych kilku stronach nie mogłam się oderwać, aż w końcu z kilku stron zrobiło się kilkanaście, a później kilkadziesiąt :)

Coś, co od razu rzuca się w oczy to ta "normalność" głównego bohatera. Percy wcale nie chciał być herosem. Miał dysleksję, ADHD i problemy z koncentracją. Co roku zmieniał szkołę, bo z każdej został wcześniej wyrzucony. Stara się jak może wypełnić swoją misję, choć czasami zdarza mu się popełniać błędy. Perseusz Jackson -bo tak brzmi jego pełne imię, nie próbuje zgrywać bohatera, choć trzeba przyznać, że to naprawdę wyjątkowy chłopak. Od razu go polubiłam :)

Jednak obraz głównego bohatera to nie jedyny plus tej książki. Fabuła jest bardzo ciekawa i pełna zwrotów akcji. Wszystko dzieje się bardzo szybko, a przy okazji możemy dowiedzieć się czegoś o greckich bogach. To właśnie oni przykuli moją uwagę. Zawsze wyobrażałam sobie Zeusa, Herę, Posejdona i tę całą grecką świtę, jako dumnych i dostojnych władców siedzących na złotych tronach, którzy nawet nie zaszczycą Ziemi spojrzeniem. Pan Riordan przedstawił ich w zupełnie nowym świetle. Okazuje się, że Olimp pełen jest intryg, zdrady i zawiści. Bogowie często się kłócą i wcale nie są tacy idealni. Każdy z nich ma swoją tajemnicę, którą za wszelką cenę stara się ukryć. Jak np. Ares i Afrodyta, którzy spotykają się w tajemnicy przed mężem bogini -Hefajstosem.

Nie wiem, czy tylko ja mam takie skojarzenia, ale troje przyjaciół: Percy, Annabeth i Grover bardzo przypominają mi "Złotą trójkę" z przygód o Harrym Potterze.
- Percy, tak jak Harry ma do spełnienia swoją misję i jest głównodowodzącym całego "przedsięwzięcia".
- Annabeth, ciągle się mądrzy i myśli, że pozjadała wszystkie rozumy, zupełnie jak Hermiona, z pierwszych trzech części.
- Grover, najlepszy przyjaciel głównego bohatera. Mimo, że był przerażony wizją udania się do Podziemia, to dzielnie towarzyszył Percy'emu i starał się go chronić.
Jak dla mnie to wykapana "Złota trójka" :)

Oczywiście wiedziałam, że powstała ekranizacja tego światowego bestselleru. Postanowiłam jednak, że nie obejrzę filmu dopóki nie przeczytam książki. I wtedy mój upór został wystawiony na ciężką próbę. Możecie sobie tylko wyobrazić jakie katusze przeżywałam za każdym razem kiedy w telewizji leciała reklama "Morza potworów", czyli ekranizacji drugiej części serii. Najchętniej od razu włączyłabym komputer, obejrzała część pierwszą i w te pędy pobiegła do kina na najbliższy seans, aby obejrzeć następną ;)

Polecam tę książkę każdemu, kto tak jak ja uwielbia mitologię, ale także innym czytelnikom, bo uważam, że każdy może znaleźć sobie tutaj coś dla siebie :) Jak będę miała okazję, to z przyjemnością przeczytam następne części z serii "Percy Jackson i bogowie olimpijscy".

Moja ocena: 8/10