Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 lutego 2014

Ostatnia piosenka - Nicholas Sparks





Tytuł: Ostatnia piosenka
Tytuł oryginału: The last song
Autor: Nicholas Sparks
Ilość stron: 448
Wydawnictwo: Albatros








Na ekranizację tej książki natknęłam się pewnego razu przeszukując internet w poszukiwaniu ciekawego filmu na wakacyjny wieczór. Nie jestem w stanie podać dokładnej daty, ale było to co najmniej 3 lata temu. Bo każdy ma taki film, który mógłby oglądać bez końca i nigdy mu się nie nudzi. Który może włączyć w dowolnej chwili swojego życia i przeżywać wszystko od początku. Którego fabułę zna już na pamięć i nic nie jest w stanie go zaskoczyć, a mimo to nadal do niego wraca. Właśnie takim filmem jest dla mnie "Ostatnia piosenka". Od pierwszego wejrzenia zakochałam się w tej historii. Obejrzałam go już co najmniej pięciokrotnie i za każdym razem od mniej więcej połowy do samego końca nie rozstaję się z chusteczkami. Jestem gorliwą wyznawczynią zasady "Najpierw książka, potem film" i aż wstyd przyznać, że o pierwowzorze mojego ukochanego filmu dowiedziałam się z takim opóźnieniem.

Siedemnasotletnia Ronnie mieszka wraz z mamą i młodszym bratem w Nowym Jorku. Bardzo przeżyła niespodziewany rozwód rodziców, po którym ojciec wyprowadził się z domu i zamieszkał w małym domku przy plaży w swojej rodzinnej miejscowości. Po tym wydarzeniu postanowiła zerwać z nim wszelki kontakt. Nie otwierała listów, nie odbierała telefonów, a nawet porzuciła grę na fortepianie - pasję, którą wraz z ojcem rozwijała od najmłodszych lat. Nic dziwnego, że dziewczyna nie jest zachwycona wizją spędzenia w Karolinie Północnej calutkich wakacji. Już od samego początku pomysł ten skazany jest na porażkę. Co więc może zmienić najgorsze wakacje w życiu w niezapomnianą przygodę?
"Trzeba coś kochać, żeby to znienawidzić"
Miałam bardzo wygórowane wymagania odnośnie tej książki, jednak nie podeszłam do niej z dystansem. Jakbym od początku wiedziała, że zawód w tym wypadku nie wchodzi w grę, a powieść Nicholasa Sparksa zachwyci mnie co najmniej w takim stopniu w jakim zrobiła to jej ekranizacja. Historia bohaterów, jak i oni sami są ciekawe i dopracowane w każdym calu. Autor ma bardzo przyjemny styl - lekki, ale bardzo plastyczny, co zaowocowało niesamowitym tempem czytania i łatwym wyobrażeniem sobie wszystkich wydarzeń. Fabuła, mimo że powinnam znać ją na pamięć jest ciekawa i w niejednym miejscu potrafiła mnie zaskoczyć. Do tej pory nie mogę wyjść ze zdziwienia jak bardzo film różni się od swojego pierwowzoru. Tyle wydarzeń zostało pominiętych, a niektóre kompletnie zmienione tak, że w końcu zaczęłam traktować te dzieła jak dwie osobne historie. Nie zmienia to jednak faktu, że i książka i film mają bardzo wysoką pozycję w moim sercu. Słyszałam, że Nicholas Sparks jest mistrzem romansu i po przeczytaniu "Ostatniej piosenki" nie sposób się nie zgodzić. Jego książki można czytać non stop i gwarantuję, że nigdy się Wam nie znudzą.

Na osobny akapit zasługują bohaterowie, z którymi się utożsamiłam i pokochałam ich od samego początku. Główna bohaterka wzbudziła we mnie sympatię swoim realizmem. Nie jest idealna. Nikt przecież nie jest. A roztaczanie wokół siebie aury perfekcyjności, ale także sztuczności jest bezsensowne, bo w rzeczywistości taka osoba jest w środku zupełnie pusta. Ronnie do takich nie należy. Może z początku sprawiać wrażenie zagubionej i do końca nie wie co dalej zrobić ze swoim życiem, ale ja od początku postrzegałam ją jako bardzo inteligentną młodą kobietę, która ma swoje cele i wartości, i z wielkim zaangażowaniem stara się ich trzymać. Jest też bardzo wrażliwa, o czym świadczy jej pasja muzyczna. Mimo, że po odejściu ojca obiecała sobie, że nigdy więcej nie zagra na fortepianie, wraz z ilością czasu spędzonego w jego towarzystwie wewnętrzny mur, który wokół siebie zbudowała zaczyna się kruszyć, aby w końcu całkowicie zniknąć. Na uwagę zasługuje także Will. Szczery i uczciwy chłopak, który pragnie jedynie wyrwać się spod mocnych skrzydeł wymagających rodziców. Dzięki znajomości z Ronnie następują w nim zmiany, które z pewnością sprawiły, że stał się lepszym człowiekiem.
"Jesteś taka jak myślałem. Od pierwszej chwili gdy się poznaliśmy. I nie możesz już bardziej do mnie pasować."
Uczucia występujące w tej książce są tak prawdziwe, że niemal namacalne. Przy niej śmiałam się, złościłam, niepokoiłam, wylałam miliony łez, ale przede wszystkim... kochałam. W "Ostatniej piosence" przedstawione są różne rodzaje miłości - miłość dwojga zakochanych, miłość do muzyki, do bliźnich, do przyjaciół, ale także rodziców do swoich dzieci. Każda jest inna, każda wyrażana jest w różny sposób, ale łączy je jedno. Wszystkie wywołują w sercu radosne uniesienie i poczucie, że dopóki są osoby, które nas kochają i które my kochamy jest po co żyć. I nie warto przejmować się codziennymi zmartwieniami. Przecież wystarczy tylko chwila rozmowy lub przyjacielski uścisk, a świat staje się piękniejszy. Dużo mówi się tutaj także o Bogu. O poszukiwaniu swojej drogi do Niego i wracaniu ze ścieżek licznych złych wyborów. Zrozumiałam, że mimo chwil zwątpienia i wielu pomyłek On zawsze obserwuje i czeka z otwartymi ramionami niczym ojciec, który wypatruje swoich dzieci, kiedy zbyt długo nie wracają do domu.

Nad zakończeniem nie mam zamiaru się rozwodzić, bo znowu wywoła to u mnie łzy w oczach. To po prostu mistrzostwo świata! Jest poruszające, wzruszające, a na końcu romantyczne. Sparks to geniusz i kocham go za stworzenie czegoś tak pięknego, że nie potrafię opisać tego słowami. "Ostatnia piosenka" to opowieść o wakacyjnej miłości, która przerodziła się w coś znacznie większego i trwalszego, o wybaczeniu i drugich szansach, o poszukiwaniu własnej drogi, o stracie ale przede wszystkim o miłości. Miłości niezmiennej i nieskończonej. Miłości, która jest wszędzie, trzeba tylko mieć oczy szeroko otwarte, bo może właśnie stać za tobą i klepać Cię po ramieniu z niemą prośbą, abyś się odwrócił.

"Życie, uświadomił sobie, bardzo przypomina piosenkę. Na początku jest tajemnica, na końcu - potwerdzenie, ale to w środku kryją się wszelkie emocje, dla których cała sprawa staje się warta zachodu."

Moja ocena: 8/10
Ola

piątek, 9 sierpnia 2013

Nostalgia Anioła - Alice Sebold






Tytuł: Nostalgia Anioła
Tytuł oryginału: Lovely Bones
Autor: Alice Sebold
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Albatros










Czternastoletnia Susie Salmon zostaje zgwałcona, a następnie brutalnie zamordowana. To właśnie ona jest narratorką powieści i przemawia do czytelnika z miejsca nazywanego przez nią "niebem bezmiernym". Dziewczyna obserwuje życie na Ziemi, które toczy się już bez jej udziału: przyjaciół i rodzinę nietracących nadziei, że jej ciało zostanie kiedyś odnalezione, sąsiada (a za razem seryjnego gwałciciela) zacierającego ślady zbrodni, oraz policję prowadzącą śledztwo.

"Napisana w konwencji thrillera bajkowa powieść o gojeniu duszy, miłości, dorastaniu i śmierci"

Takie słowa możemy znaleźć z tyłu okładki. Zastanawiam się, czy tę książkę można zaliczyć do thrillerów. Bo jeśli jest to thriller tylko z powodu opisu brutalnego gwałtu, a potem morderstwa to ja chyba w ogóle się nie znam na książkach. I kolejne pytanie. Czy thriller może być bajkowy? Według mnie powieści takiego typu mają to do siebie, że w mniejszym lub większym stopniu przerażają czytelnika. Chyba, że ja czytam inne thrillery :) W każdym bądź razie uważam, że jest to bardziej dramat lub ewentualnie powieść obyczajowa.

Książka ma bardzo ciekawą fabułę. Czytając ją możemy zaobserwować zmiany jakie następują w rodzinie głównej bohaterki, po odkryciu jej zabójstwa. Widać, że była ona pewnym "łącznikiem" między ludźmi.  To smutne, że taka tragedia jak śmierć dziecka zaczęła oddalać od siebie członków rodziny, zamiast przybliżyć ich do siebie.

Dzięki lekturze tej książki chciałam trochę "odpocząć" od fantastyki, choć może nie tyle odpocząć co po prostu przeczytać coś innego. Czytałam ją głównie na plaży podczas leżenia na kocu ze słuchawkami w uszach, kiedy mój młodszy brat cały czas siedział w wodzie :D ale nie do tego zmierzam. Chodzi mi o to, że przez prawie całą książkę wszystko było w porządku (ciekawie, bez błędów i wgl.) Aż tu nagle pod koniec książki BUM!!! Główna bohaterka wstępuje w ciało swojej przyjaciółki, aby móc pokochać się ze swoim chłopakiem, bo przed śmiercią nie zdążyła. Po prostu mnie zamurowało! Nie mówię, że ten romantyczny wątek mi się nie podobał, tylko nie spodziewałam się czegoś takiego w książce na pozór obyczajowej.

Jak niektórzy wiedzą, że jestem bardzo wyczulona na punkcie błędów ortograficznych. Tak jak zwykle staram się nie zwracać na nie uwagi, tak teraz po prostu nie mogłam się powstrzymać. "Poza tym był osiemset razy bystrzy niż reszta...[...]" BYSTRZY? Naprawdę? Chyba nie przykładałam się za bardzo do lekcji polskiego, bo zawsze uważałam, że używa się słowa bystrzejszy, a nie bystrzy. Znalazłam jeszcze parę takich kwiatków, ale teraz nie chce mi się wymieniać. Powieść miejscami jest naprawdę wzruszająca. Czasem oczy tylko robiły się mokre, a czasem płakałam rzewnymi łzami. Lubię, kiedy książka wywiera na mnie tak wielkie emocje. Polecam :)

Moja ocena: 7/10

PS: Jestem bardzo ciekawa, jak wypadła ekranizacja. Na szczęście dowiedziałam się o niej dopiero po przeczytaniu książki ;)