Bardzo nie lubię monotonii i nie chciałabym, aby zagościła ona na tym blogu, dlatego oprócz recenzji postaram się publikować posty o trochę inne lub o innej tematyce niż zazwyczaj :) Ostatnio nie mam głowy do czytania, bo nawał prac domowych, kartkówek i sprawdzianów jest ponad moje siły. Strasznie Was za to przepraszam, ale nie wiem kiedy pojawi się jakaś recenzja (no chyba, że Daria coś doda). W każdym razie nie mogę pozwolić, aby pojawiły się tak wielkie przerwy między notkami tak jak w ubiegłym miesiącu. Zapraszam zatem na spis moich ulubionych książek z dzieciństwa :)

Książki Astrid Lindgren
Czy jest ktoś kto nie słyszał o "Dzieciach z Bullerbyn", czy "Pippi Pończoszance" ? Książki tej autorki czytałam i zawsze pragnęłam więcej. Wracałam do nich wielokrotnie i nadal do nich wracam. Mają to do siebie, że rozbawiają do łez, aby rozdział dalej łzy radości zamienić w łzy smutku. Najbardziej cenię sobie chyba "Braci lwie serce", ale wszystkie kocham bezgranicznie.
Opowieści z Narnii - C.S. Lewis
Sięgnęłam po tę serię kiedy książki nie miały dla mnie tak wielkiego znaczenia. Kiedy nie wiązałam z nimi przyszłości i kiedy nie zwierzałam im się jeszcze z moich najskrytszych sekretów. To właśnie drzwi starej szafy w posiadłości pewnego profesora były moimi drzwiami do świata marzeń, gdzie wszystko jest możliwe. Przygody opisane w tych książkach pochłaniałam z zapartym tchem i do tej pory wszystkie siedem tomów ma specjalne miejsce w mojej skromnej biblioteczce :)

Pollyanna - Eleanor Hodgeman Porter
Tę serię czytałam tak naprawdę tylko raz w życiu, ale pozostała w mojej pamięci na zawsze. Nie dało się nie pokochać tej wesołej dziewczynki, która na każdą sytuację znajdowała "złoty środek" i za nic brała sobie wszelkie problemy. To właśnie ona zagościła w moim sercu jeszcze przed "Anią z Zielonego Wzgórza" i nauczyła mnie myśleć pozytywnie nie zważając na masę trudności i problemów dookoła.
Mikołajek - Jean-Jacques Sempe i Rene Goscinny


Dynastia Miziołków - Joanna Olech
Najmilsi - Ewa Szelburg Zarembina


Baśnie
Nie podałam żadnego konkretnego autora, bo czytałam ich naprawdę bardzo wiele. Poczynając od Hansa Christiana Andersena, a na braciach Grimm kończąc. Wszystkie baśnie mają to do siebie, że oczarowują czytelnika. Nadają się idealnie do poduszki i to właśnie w takich okolicznościach najczęściej czytała mi je mama. Potrafiły niesamowicie wzruszyć i rozbawić, ale to nie wszystkie emocje, które towarzyszą nam przy ich czytaniu. Myślę, że każdy z nas ma swoją ukochaną, do której wraca najczęściej. W moim wypadku jest to chyba "Ołowiany żołnierzyk". To piękna historia o miłości, poświęceniu i przywiązaniu do drugiego człowieka.
Tak to mniej więcej wygląda. Jak byłam mała czytałam bardzo wiele książek, ale za długo byłoby wymieniać. Prawdę powiedziawszy nie pamiętam nawet tytułów niektórych z nich :) Planuję do nich kiedyś powrócić i ponownie kroczyć śladami bohaterów moich ulubionych książek z dzieciństwa :)